Wait, wait, wait.
Nieco mnie poniosło ostatnio, podekscytowana lubię przymiotniki i błędy powtórzeniowe.
Niemniej - było warto.
Dziś lekcje w mojej kochanej budzie zostały odwołane z powodu awarii w kanalizacji czy coś. To rozumiem, tak ma być.
Gdy uczyłam się chemii na zbliżający się rychło sprawdzian przez moją głowę przewijały się różne myśli. Nie ma to jak zadawać sobie pytania egzystencjalne nad procesem estryfikacji. Ach, zawsze lubiłam ten chemiczny przedmiot...
Nic mnie dziś nie natchnęło, wstydzę się emocji. Gdyby nie szalone zadanie domowe, nigdy nie odważyłabym się pisać bloga. Nie potrafię się uzewnętrzniać. Jestem introwertyczką. Nawet to w sobie lubię. Kiedyś byłam całkiem inna, wszędzie było mnie pełno. Jak nie śmiałam się na cały głos to opowiadałam historie swojego życia. Dziś doceniam i rozumiem ciszę. Jestem spokojniejsza, bardziej skryta. Niewiele osób (w tym takie zwierzątka jak Emiljany, Noony i Kicie) wiedzą co siedzi w mojej pustawej głowie. Jednak normalnie po prostu nie rzucam się w oczy, jestem jak neutralne tło o cielesnej konsystencji.
Tablica Mendelejewa i utlenianie aldehydów nakłoniło mnie również do rozważań na temat Boga. Chyba już całkiem przestałam w niego wierzyć. To naiwne rozumowanie, ale gdyby był to wszystko wyglądałoby inaczej. Nie kupuję gadki o poddawaniu próbie. Kopanie leżącego to czysta podłość.
Może fajnie byłoby znowu uwierzyć, ale chyba wiara nie jest przywilejem ludzi takich jak ja. Hmm, przywilej. Wielu powiedziałoby, że zwykła głupota.
Ja jednak zakładam, że przecież nigdy nic niewiadomo.
Polecam przesłuchać: BUM
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz