niedziela, 31 marca 2013

!Eleven!

Najadłam się i napiłam.
Dostałam raffaello, trudno było mnie odciągniąć od tego białego pudełeczka.

Organizm się broni, jest lepiej, choć wciąż nieidealnie. Planuję zdać z chemii, załapać nieco dystansu i nie przytyć za wiele. Jajeczka już nie spadały z firanki, obyło się bez zgrzytów. Całkiem miły dzień, trochę mnie tyłek boli od siedzenia przed telewizorem, ale da się przeżyć, dobrze, że przestałam się opychać. Zgubiłam gdzieś trochę patosu, co mnie cieszy niezmiernie, bo choć i tak pisać nie umiem lubię prostotę swoich przemyśleń. Skoro sama gubię się w dualnej naturze swej dualnej natury (czyli takiej jakby poczwórnej, ale nie chcę szukać jakby brzmiał taki przedrostek, za dużo musiałabym myśleć o rzeczach bliskich chemii). Chyba muszę się umówić z tą chemią, iść na piwo czy do kina, bo i tak mnie cholera dopadnie. Może problem nie tkwi samej chemii, bo jak nie chemia to matma, jak nie matma to matura (etc, etc, etc), zawsze mnie coś goni i ściska za gardło.
Nie mam dziś mądrzejszych przemyśleń, wracam do Bułgarii, gdzie ciepły front i moje prawdziwe oblicze.Jutro Lany Poniedziałek, szykuję wiadra.
Smacznego!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz