niedziela, 5 maja 2013

!Fourteen!

Jadę przez urojone miasta
Pytają mnie pomniki
Znasz to z Szulca czy z Almodovara?
Jakie lubisz narkotyki?
Znasz to z Szulca czy z Almodovara?
Jakie lubisz narkotyki?

Jadę przez urojone miasta
Ziewa Bulwar Robespierra
Wisi mi kto wisi na latarni
A kto o nią się opiera
Wisi mi kto wisi na latarni
A kto o nią się opiera

Niech pozostanie tylko czerwonego nieba znak
Z czerwonego nieba
W krwi kałuży się odbija świat
Niech pozostanie tylko z czerwonego nieba kwiat
Bo piekielnego nie ma
W krwi kałuży się odbijam ja

Zupełnie jak wino
Zupełnie jak krew
Zupełnie jak wino
I zupełnie jak krew
Zupełnie jak wino
Zupełnie jak krew
Zupełnie jak wino
I zupełnie jak krew
To droga na Brześć

Jadę przez urojone miasta
Zwidy z mgieł i mgieł miraże
Rzeczywistość tu jak nieczynne neony
Siwe z dymu balejaże
Rzeczywistość tu jak nieczynne neony
Siwe z dymu balejaże

Jadę przez urojone miasta
Dzielnice polarne
Jest jednak coś co mnie trzyma tu tym bardziej
Polskie filmy biało czarne
Jest jednak coś co mnie trzyma tu tym bardziej
Polskie filmy biało czarne

Niech pozostanie tylko czerwonego nieba znak
Z czerwonego nieba
W krwi kałuży się odbija świat
Niech pozostanie tylko z czerwonego nieba kwiat
Bo piekielnego nie ma
W krwi kałuży się odbijam ja

Zupełnie jak wino
Zupełnie jak krew
Zupełnie jak wino
I zupełnie jak krew
Zupełnie jak wino
Zupełnie jak krew
Zupełnie jak wino
I zupełnie jak krew

Droga na Brześć
666, 666
3maj się
Droga na Brześć
666
3maj się cześć,
3maj się
Droga na Brześć
666, 666
3maj się
Droga na Brześć
666
3maj się cześć,
3maj się
3maj się cześć

Pidżama Porno - Droga na Brześć
Uwielbiam tę piosenkę.
Jak i inne Pidżamy. Teraz zamykamy oczka i wszyscy powoli do przodu.

sobota, 4 maja 2013

!Thirteen!

Umiem być człowiekiem, którego nie ma.
Może nawet
nie jestem. Czasem myślę za dużo, z myśli nic nie powstaje, nic się nie krystalizuję. Jeden krok do przodu, dwa w tył. Wstydzę się swoich słabości. Jestem bardzo chaotyczna i nieśmiała. Z reguły chcę wiele. Dziś nie wiem za bardzo czego i jak. Mój umysł nie ma początku ani końca, moje pragnienia są niejednoznaczne. Hipoteza, której nie da się zweryfikować lub sfalsyfikować nie da dobrego rozwiązania problemu. Zbędna będzie próba kontrolna i badawcza. To wiem, tak sobie wyczytałam z książki. Szukam w niej sensu i zdanej matury.
Nie wiem gdzie jestem. Nie stoję pod ścianą, bo żadna wysoka i twarda przeszkoda nie odgradza mnie od świata. Nie stoję na rozdrożu, nie widzę żadnych dróg. Jestem tylko ja. To jakby za dużo. Na tyle dużo, że ta ilość jest dziwnie równoznaczna z nicością. Nie potrafię się określić. Nie wariuję z samotności, braku miłości czy pieniędzy. Wariuję sama w sobie. W chwili słabości zdarzy mi się pomodlić. Nie w mojego Boga, mój już nie istnieje. Po raz setny proszę o cud. Kiedyś na przystanku bardzo drżały mi ręce i wyproszony cud się zjawił. Wróciłam bezpiecznie do jednego z moich domów. Nie wiem czemu zapisuję to wszystko tu, na blogu, pracy domowej. Może to jakiś chory, dramatyczny akt rozpaczy? A jutro rzucę się tryumfalnie z ratusza urzędu w mojej mieścinie chwaląc szatana i przeklinając nauczycieli. Tak, potrafię wszystko zniesmaczyć.
Znów jakaś czarna plamka lata mi przed okiem. Męczy mnie i drażni.
Niczego nie potrafię doprowadzić do końca, wszystko samo się do niego doprowadza. Ja zazwyczaj patrzę. Gdzie lata ta cholerna kropka.

środa, 3 kwietnia 2013

!Twelve!

Człowiek Wrak. Człowiek Pustostan.
Pewny niepewnej przyszłości, z drżącymi dłońmi i nadzieją w głosie. Wszystko w umyśle. Zły umysł. Nie wiadomo skąd słychać nieprawdę. Gdzieś dzwoni. Wyjadę do krainy ciszy. Zjem wszystkie barwy tęczy.

niedziela, 31 marca 2013

!Eleven!

Najadłam się i napiłam.
Dostałam raffaello, trudno było mnie odciągniąć od tego białego pudełeczka.

Organizm się broni, jest lepiej, choć wciąż nieidealnie. Planuję zdać z chemii, załapać nieco dystansu i nie przytyć za wiele. Jajeczka już nie spadały z firanki, obyło się bez zgrzytów. Całkiem miły dzień, trochę mnie tyłek boli od siedzenia przed telewizorem, ale da się przeżyć, dobrze, że przestałam się opychać. Zgubiłam gdzieś trochę patosu, co mnie cieszy niezmiernie, bo choć i tak pisać nie umiem lubię prostotę swoich przemyśleń. Skoro sama gubię się w dualnej naturze swej dualnej natury (czyli takiej jakby poczwórnej, ale nie chcę szukać jakby brzmiał taki przedrostek, za dużo musiałabym myśleć o rzeczach bliskich chemii). Chyba muszę się umówić z tą chemią, iść na piwo czy do kina, bo i tak mnie cholera dopadnie. Może problem nie tkwi samej chemii, bo jak nie chemia to matma, jak nie matma to matura (etc, etc, etc), zawsze mnie coś goni i ściska za gardło.
Nie mam dziś mądrzejszych przemyśleń, wracam do Bułgarii, gdzie ciepły front i moje prawdziwe oblicze.Jutro Lany Poniedziałek, szykuję wiadra.
Smacznego!

sobota, 30 marca 2013

!Ten!

Zamieniam duży pokój w świątynie kiczu. Niczym muzeum plastikowych jajek,błyszczy i wrzeszczy całe pomieszczenie od jaskrawych deseni prawie kurzego pochodzenia. Zewsząd patrzą na mnie bystre oczka baranków na kijku. Z firany spada sztuczny symbol odrodzenia, za nim leci wazon zmęczony żółcią tulipanów. Ile można prawda? Więcej wody, bo chyba nie zalał się cały obrus. Święta pod śniegiem, rozważaniem na temat skośnej wojny, z nieustającym problemem i niemal całą prawdziwą rodziną. Reszta mnie nie zna albo nie kocha. No cóż. Mam zdjęcia. Tam się wszyscy bardzo lubimy. Katar mi uszy zatyka, ale byłam u święconki, widziałam Jezusa plastikowego w grobie, tak plastikowego jak moje jajka na firance i baranek w doniczce. Straszny widok, aż mu się czerwona farba lała z piersi. Ale to nic bo on zmartwychwstanie, z moich obliczeń w drugą noc po zgonie, ale to ponoć trzeci dzień. Nie wiem, nie czytam i tak miło, że będzie. Mój baranek też ożyje, będzie dopóki się nie zmęczy świętą kłótnią, naje się ze mną sałatki i będzie rzygał. Alleluja. Alleluja.

!Nine!

Jestem półżydem, półniemcem, półżółtkiem, półbułgarem. Jako osoba prawosławna codziennie czytam Koran i modlę się do Jezusa. Lubie swoją schizofrenie, neurastenię i padaczkę. Tańczą mi wszystkie chromosomy i nogi. Nogi mam cztery, w tym dwie zielone. Te różowe są trochę nieprzydatne. Potrafią tylko tańczyć salsę. A ja wolę poloneza. Jest taki dziki i zmysłowy. Nie lubię kiełbasy i coca-coli, wolę pomarańczę z wódką. Jestem chora na wszystko. Mój bułgarski ojciec pięknie robi na drutach. Matka bułgarianka ze szczotką do kibla przegarnia cyganów z naszej posesji, bo obgryzają nam tynk z płotu. Umie robić jeszcze pyszny budyń marchewkowy i kisiel o smaku martni. Nie, nie gra wszystko. Tęsknię za Bułgarią i tamtejszym chłodnym latem. Razem z rodzeństwem zrywamy z drzew cukierki obsypane cukrem-pudrem, z papierków robimy sanki. Nikt w rodzinie się nie kocha, mieszkamy razem z przyzwyczajenia. Tata ma chłopaka o 10 lat starszego, który bierze dużo wiagry i wygląda jak mops. Mama w wolnym czasie wydobywa węgiel z kopalni. Opowiedziałabym Wam jeszcze o moich fetyszach i obsesjach, ale nie mam czasu. Tramwaj rusza za chwilę, przez Bydgoszcz, do Krakowa, Gdańska i Częstochowy. Stacja docelowa na Księżycu. Tam wszyscy mamy przymusową przesiadkę i aborcję. Potem prosto aortą, albo marską wątrobą, wódką i likierem do końca. Sialalalallalalalalalaal. Długa, długa wędrówka za krótka żyłka i linka. Chociaż nic nie brałam, nie piłam, płonę niczym choinka. Robię sobie z Was pisanki.

!Eight!

Utknęłam pod gorącym kocykiem. Ja i moje bakterie łączymy się w Męce Pańskiej. To interesujące, że według antropologów, gdy Jezusowi został przebity bok i wyleciała woda, oznaczało to, że Żydowski Król wciąż żyje. Trochę mam w nosie to spekulacje. Biblia pisana była ludzką ręką, jak wszystko może być zakłamana. Ciekawe kto ruszy dzisiaj do kościoła poświęcić jajka i kiełbaski skoro mnie traci choroba. Ta, hipokryzja. Nie jestem chrześcijanką, jednak tradycja to tradycja. Kiedyś, bardzo dawno temu lubiłam święta, teraz to tylko dobry powód do kłótni, paskudnego, generalnego sprzątania i przejadania kasy. Pamiętam jak w jedną Wielkanoc, bodajże w Wielką Sobotę nażarłam się pysznej sałatki. Cały następny dzień przerzygałam. Przynajmniej od zająca dostałam grę Monopoly. Szaleństwo. Mam maturę za 13 miesięcy, rocznik '94 ma 38 dni. Huhu. Z nudów lubie panikować. Jestem człowiekiem renesansu, czeka mnie sporo nauki. Chyba łapie mnie gorączka, bredzę. Chciałabym umieć pisać demotywujące zadanie domowe. Miłego dnia.